Czy w Legnicy powstanie stała baza armii Stanów Zjednoczonych? Ten niezwykle odważny scenariusz zaistniał zaraz po tym, jak do Polski dotarły przełomowe wieści o planach Pentagonu dotyczących stałej dyslokacji amerykańskich żołnierzy nad Wisłą. Na geopolityczny przełom błyskawicznie zareagował prezydent Legnicy, Maciej Kupaj, odsłaniając w mediach społecznościowych karty w sprawie swoich wcześniejszych działań.
Jak się okazuje, gospodarz Legnicy podjął konkretne kroki już kilka miesięcy temu, wysyłając do Ministerstwa Obrony Narodowej oficjalną ofertę. Prezydent zadeklarował w niej gotowość do przekazania resortowi blisko 40 hektarów miejskich gruntów. Cel tego ruchu jest jednoznaczny: stworzenie nowoczesnej strefy dla Wojska Polskiego oraz sił sprzymierzonych w ramach NATO.
Redakcyjne tło: Od planów dla terytorialsów do globalnej strategii
Choć sam prezydent w swojej obecnej propozycji nie odnosi się bezpośrednio do przeszłości, warto przypomnieć, że temat powrotu wojska nad Kaczawę przewija się w lokalnej dyskusji od lat. Latem 2023 roku w siedzibie Legnickiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej, przy udziale ówczesnego szefa MON Mariusza Błaszczaka, podpisano list intencyjny w sprawie utworzenia w Legnicy bazy szkoleniowo-ćwiczeniowej dla 16 Dolnośląskiej Brygady Obrony Terytorialnej. Eksperci i wojskowi zgodnie podkreślali wówczas, że Legnica posiada idealne położenie taktyczno-operacyjne oraz infrastrukturę gotową na przyjęcie jednostek obronnych.
Patrząc na sprawę szerzej, obecna inicjatywa Macieja Kupaja wydaje się logicznym i konsekwentnym krokiem w kierunku zagospodarowania tego zmapowanego już potencjału militarnego. Skoro miasto oficjalnie udowodniło wcześniej swoją gotowość do zorganizowania bazy dla terytorialsów, te same, doskonałe warunki logistyczne i przestrzenne mogą teraz posłużyć na szczeblu międzynarodowym. Przesłana do MON propozycja 40-hektarowego kompleksu gruntów pokazuje, że Legnica dysponuje zasobami, które z powodzeniem mogłyby spełnić wysokie standardy wymagane przy stacjonowaniu sojuszniczych wojsk amerykańskich.
Od „Małej Moskwy” do bazy armii USA?
Inicjatywa prezydenta Legnicy niesie za sobą również niezwykle potężny ładunek symboliczny. Przez niemal pół wieku miasto nosiło nieoficjalne miano „Małej Moskwy” z powodu stacjonowania tu gigantycznego garnizonu i Dowództwa Północnej Grupy Wojsk Armii Radzieckiej. Ostatni radzieccy żołnierze opuścili te tereny dopiero w latach 90. XX wieku.
Ulokowanie w tym samym miejscu stałej, nowoczesnej bazy amerykańskich sił zbrojnych byłoby widowiskowym i symbolicznym chichotem historii. Pojawienie się kontyngentu USA nad Kaczawą ostatecznie przypieczętowałoby status Legnicy jako bezpiecznego, kluczowego punktu na zachodzie Polski, w pełni zintegrowanego ze strukturami NATO. Na ruch ze strony MON i ostateczne decyzje z Waszyngtonu przyjdzie jeszcze poczekać, ale prezydent Kupaj właśnie wykonał bardzo mocne i zdecydowane otwarcie w tej geopolitycznej rozgrywce.