Nie będę ukrywał – Robert Bąkiewicz i głoszone przez niego postulaty to nie do końca moja bajka. Moja wizja Polski, jej miejsca w Europie i relacji międzyludzkich jest osadzona w zupełnie innych wartościach niż te prezentowane przez lidera środowisk narodowych. Jednak obserwując dzisiejszą temperaturę sporu wokół jego wizyty w Legnicy, czuję potrzebę zabrania głosu. Nie robię tego, by bronić jego idei, ale by bronić zasad, które pozwalają nam wszystkim – niezależnie od opcji politycznej – funkcjonować w jednym państwie.
Więcej niż jedno nazwisko: Borowski i Kida
Warto zauważyć coś, co w ferworze nagonki umyka wielu komentatorom: dzisiejsze spotkanie w Legnicy to nie jest „jednoosobowe show”. Obok Bąkiewicza zasiądą postaci o niezwykle mocnych życiorysach i kompetencjach. Gościem będzie Adam Borowski, legendarny działacz opozycji antykomunistycznej w PRL, człowiek, który za wolność słowa i przekonań płacił w czasach Solidarności najwyższą cenę. Pojawi się także Oskar Kida, konstytucjonalista, dr. nauk prawnych, który wnosi do dyskusji niezbędny fundament prawny.
Obecność Adama Borowskiego – symbolu walki o demokrację – nadaje temu wydarzeniu szczególny ciężar gatunkowy. To paradoks, że człowiek, który walczył o to, byśmy mogli swobodnie rozmawiać, dziś musi mierzyć się z próbami uciszania spotkania, w którym bierze udział.
Prywatna własność kontra społeczna presja
W samym centrum tej burzy znalazła się radna Joanna Śliwińska-Łokaj. Na jej głowę spadła fala krytyki, którą wielu określa mianem nagonki, a wszystko dlatego, że zdecydowała się udostępnić przestrzeń na to spotkanie w swojej Sali Bankietowej Magnolia.
Warto tu jednak postawić kropkę i przypomnieć o faktach: mówimy o obiekcie prywatnym. Jako autor tego tekstu mogę nie zgadzać się z listą zaproszonych gości, ale jako obywatel muszę szanować prawo właściciela do dysponowania własnym mieniem. Próba moralnego przymuszania przedsiębiorcy do tego, by zamykał drzwi przed kimś o „niewłaściwych” poglądach, to ścieżka prowadząca do niebezpiecznego precedensu. Jeśli dziś ulegniemy takiej presji, jutro ktoś inny może uznać nasze poglądy za niepożądane i pozbawić nas miejsca do dyskusji.
Ryzyko reglementowania demokracji
Największym zagrożeniem, jakie dostrzegam w obecnej sytuacji, jest próba reglementowania demokracji. Dochodzi do sytuacji, w której część opinii publicznej chce decydować, komu wolno korzystać z praw obywatelskich, a komu nie. Demokracja „reglementowana” to taka, w której wolność słowa przysługuje tylko tym, których poglądy mieszczą się w aktualnie przyjętym kanonie.
Tymczasem prawdziwa siła ustroju demokratycznego tkwi w jego powszechności. Nie możemy dzielić obywateli na tych, którzy mają prawo do zgromadzeń, i tych, którym należy je odebrać ze względu na ich kontrowersyjną retorykę. Kiedy zaczynamy selektywnie dawkować wolność, przestaje ona być wolnością, a staje się przywilejem nadawanym przez tych, którzy akurat mają głośniejszy głos w mediach.
Konstytucja to nie menu a la carte
Często zapominamy, że Konstytucja RP nie jest kartą dań, z której wybieramy tylko to, co nam w danej chwili smakuje. Artykuł 57 jasno gwarantuje wolność organizowania pokojowych zgromadzeń. Nie ma tam przypisu, który uzależniałby to prawo od sympatii lokalnych mediów czy portali społecznościowych.
Siła argumentu zamiast nagonki
Zamiast dążyć do „zakneblowania” spotkania czy piętnowania radnej, skupmy się na sile naszych własnych argumentów. Jeśli wizja świata prezentowana przez Bąkiewicza jest błędna, to najlepszą odpowiedzią na nią jest rzetelna polemika, a nie próba towarzyskiego czy społecznego wykluczenia.
Dzisiejszy wieczór w Legnicy będzie ważną lekcją dojrzałości. Pokaże, czy potrafimy znieść obecność kogoś, kto myśli zupełnie inaczej niż my, nie tracąc przy tym szacunku dla prawa własności i swobód obywatelskich. Ja wybieram pluralizm – nawet ten, z którym mi nie po drodze. Bo tylko on gwarantuje, że kiedy ja będę chciał coś powiedzieć, nikt nie zamknie mi drzwi przed nosem tylko dlatego, że nie jestem z jego „bajki”.