To miał być łatwy punkt zwrotny, a skończyło się bolesną lekcją pokory. W meczu wieńczącym 29. kolejkę Betclic 1 Ligi, Miedź Legnica uległa na własnym terenie Górnikowi Łęczna 0:2. Styl porażki z ekipą balansującą nad strefą spadkową budzi poważne obawy o formę podopiecznych Janusza Niedźwiedzia.
Fatalny początek i brak argumentów
Miedź weszła w mecz zdeprymowana, co rywale z Łęcznej wykorzystali już w 5. minucie. Dawid Tkacz, precyzyjnym strzałem w samo okienko, obnażył opieszałość legnickiej defensywy. Choć trener Niedźwiedź miał do dyspozycji niemal pełną kadrę – w tym powracających po kontuzjach Kovacevicia i Letniowskiego – gospodarze nie potrafili przejąć inicjatywy. Próby Erdala Rakipa czy Gleba Kuchko były jedynie rozpaczliwymi zrywami, które nie niosły ze sobą realnego zagrożenia dla dobrze zorganizowanego, choć przeciętnego kadrowo rywala.
Festiwal nieskuteczności
Druga połowa to obraz nędzy i rozpaczy w wykończeniu akcji przez „Miedziankę”. Mimo roszad w składzie i wejścia Mateusza Bochnaka, legniczanie bili głową w mur. Kiedy w 75. minucie Zvonimir Petrović huknął z dystansu, wydawało się, że przełamanie jest blisko, jednak świetna postawa Budziłka między słupkami Górnika gasiła wszelkie nadzieje.
Niewykorzystane sytuacje Kamila Antonika zemściły się w 79. minucie. Klasyczna kontra gości, zakończona płaskim strzałem Kamila Nowogońskiego, dobiła gospodarzy. Miedź, grając bez pomysłu i determinacji, nie była w stanie odpowiedzieć nawet w końcówce, gdy Mateusz Grudziński trafił jedynie w słupek.
Twierdza Legnica upada
To dopiero druga domowa porażka Miedzi w tym sezonie, ale jej okoliczności są wyjątkowo gorzkie. Przegrana z zespołem z dołu tabeli, który przyjechał do Legnicy głównie po to, by przetrwać, wystawia fatalne świadectwo ambicjom klubu. Zamiast marszu w górę tabeli, kibice obejrzeli mecz pełen chaosu, indywidualnych błędów i rażącego braku skuteczności przeciwko ligowemu słabeuszowi.
