Sobotni wieczór w Legnicy dostarczył kibicom huśtawki nastrojów. Mimo osłabienia brakiem kluczowych graczy – m.in. Drygasa, Kovacevicia czy Letniowskiego – podopieczni trenera Janusza Niedźwiedzia pokazali charakter, walcząc do ostatniego gwizdka o przełamanie ligowej niemocy.
Festiwal niewykorzystanych szans
Mecz mógł zacząć się dla Miedzi idealnie. Już w 5. minucie, po faulu na Oliwierze Szymoniaku, sędzia podyktował rzut karny. Do piłki podszedł Marcel Mansfeld, jednak jego intencje świetnie wyczuł Sviatoslav Vanivskyi, broniąc „jedenastkę”. Stal nie pozostawała dłużna – groźnie uderzali Wachowiak oraz Jonathan Junior, ale w bramce Miedzi czujność zachowywał Ivan Lucić. Pierwsza połowa, choć obfitowała w podbramkowe spięcia, zakończyła się bezbramkowym remisem, a tempo gry falowało między szybkimi atakami a walką w środkowej strefie boiska.
Mansfeld rehabilituje się po przerwie
Druga odsłona spotkania nabrała kolorów w 57. minucie. Po precyzyjnym dośrodkowaniu Cezarego Polaka z lewego skrzydła, w polu karnym odnalazł się Mansfeld. Niemiecki napastnik uderzeniem z pierwszej piłki zrehabilitował się za niewykorzystany karny i wyprowadził swój zespół na prowadzenie.
Radość legniczan nie trwała jednak długo. W 64. minucie defensywa Miedzi pozostawiła zbyt wiele swobody Uladislauowi Krasouskiemu, który po centrze Łyczki strzałem głową doprowadził do wyrównania.
Jovicić stawia kropkę nad „i”
Gdy wydawało się, że mecz zakończy się podziałem punktów, Miedź ruszyła do decydującej ofensywy. Kluczowa okazała się 88. minuta i stały fragment gry. Po dośrodkowaniu Jakuba Serafina z rzutu rożnego w polu karnym Stali powstało ogromne zamieszanie. Piłka wypadła z rąk Vanivskyiego, Daniel Stanclik próbował szczęścia przewrotką, aż w końcu Milos Jovicić z najbliższej odległości wpakował futbolówkę do siatki.
W doliczonym czasie gry Stal kończyła mecz w dziesiątkę po czerwonej kartce dla Michała Synosia, a Miedź mogła świętować niezwykle ważne, wywalczone w bólach zwycięstwo.
[sc name=”ekstraklasa” ][/sc]
